Bez jednolitego rynku kapitałowego Europa się wyprzedaje będąc zapleczem B+R dla innych, tak jak Izrael
Europa posiada ten sam lub lepszy od USA potencjał intelektualny, wybitnych naukowców i innowacyjne pomysły w AI wg najnowszego raportu Prosus/dealroom. Niestety, owoce tej pracy coraz częściej zbierają inni. Przez brak jednolitego rynku kapitałowego Stary Kontynent na własne życzenie staje się technologicznym zapleczem dla Stanów Zjednoczonych eksportując kapitał z Europy do USA i uzależniając się od amerykańskiego kapitału VC i masowo wyprzedając swoje najbardziej obiecujące startupy. Analizując najnowsze dane, trudno nie odnieść wrażenia, że Europa podąża ścieżką Izraela słynącego z bycia startup nation, które jednak zaczyna dostrzegać pułapki modelu opartego na zbyt wczesnej sprzedaży swoich firm i realizacji głównie funkcji B+R.
Jak wynika z niedawnego raportu przygotowanego przez Prosus i Dealroom, dominacja amerykańskiego kapitału w europejskim sektorze AI jest przytłaczająca. Inwestorzy z USA odpowiadali aż za 73% kapitału napływającego do europejskich spółek AI w ramach rund finansowania przekraczających 100 milionów dolarów.
Dla amerykańskich gigantów Europa to obecnie prawdziwe eldorado. Szef Nvidii, Jensen Huang, podczas zeszłorocznej wizyty w Londynie trafnie określił sytuację brytyjskiego sektora technologicznego jako moment „goldilock” (sytuację idealną – ani zbyt gorącą, ani zbyt chłodną). Z perspektywy Doliny Krzemowej inwestowanie na Starym Kontynencie po prostu się opłaca. Amerykański dolar jest to w efekcie więcej wart bo pozwala więcej i taniej kupić – zarówno jeśli chodzi o finansowanie startupów, jak i zatrudnianie najwyższej klasy badaczy AI.
Europa pęka w szwach od talentów badawczych w dziedzinie AI, ale ma ogromny problem z przekuciem tego na lokalną przewagę konkurencyjną. Zgodnie z danymi Prosus/Dealroom, po obu stronach Atlantyku pracuje niemal identyczna liczba ekspertów bo po 325 tysięcy badaczy, programistów i inżynierów AI.
Gdzie jednak trafiają ci specjaliści? Na listach płac królują amerykańskie korporacje. Trzej najwięksi pracodawcy rekrutujący europejskich badaczy to Google, Meta oraz Amazon. Również czołowe laboratoria badawcze z USA, takie jak OpenAI czy Anthropic, prowadzą rekrutację w Londynie i innych europejskich miastach. W efekcie Europa kształci wybitnych specjalistów, którzy ostatecznie budują potęgę technologiczną Stanów Zjednoczonych.
Problem nie kończy się na drenażu mózgów. Stany Zjednoczone są również najbardziej aktywnymi nabywcami europejskich firm z branży AI będących na wczesnym etapie rozwoju. Koncerny takie jak AMD, Accenture, Cloudflare czy Workday masowo przejmują obiecujące startupy z Finlandii, Wielkiej Brytanii czy Szwecji.
Co gorsza, nawet te europejskie firmy, którym udaje się przetrwać, zachować niezależność i osiągnąć skalę pozwalającą na debiut giełdowy (jak np. Spotify czy Klarna), z reguły odwracają się od lokalnych rynków. Zamiast europejskich parkietów, wybierają giełdę w Nowym Jorku. Czemu? bo w USA są wyższe mnożniki EV/EBITDA. A czemu są wyższe? Bo tam jest więcej kapitału bo mają jednolity rynek kapitałowy.
Ryzyko dla nas jest oczywiste – Europa staje się gigantycznym, pół-darmowym inkubatorem badawczo-rozwojowym (R&D) dla USA. Najlepsze pomysły, najzdolniejsi przedsiębiorcy i najszybciej rosnące firmy technologiczne nieustannie migrują za ocean. Sytuacja ta do złudzenia przypomina model wypracowany przez Izrael. Przez lata uważano, że nie ma w nim nic złego – gdy założyciele sprzedają swój startup, pozyskany kapitał i zdobyte doświadczenie wracają do lokalnego ekosystemu, napędzając tworzenie kolejnej generacji firm. Jednak dziś nawet Izrael zaczyna rewidować to podejście. Pojawiają się głosy, że ciągła wyprzedaż innowacji to błąd, a znacznie rozsądniejszą strategią byłoby budowanie własnych, niezależnych firm o globalnym zasięgu.
Jeśli Europa nie wyciągnie wniosków z tej lekcji to na zawsze pozostanie jedynie technologicznym podwykonawcą pozaeuropejskich gigantów.
Comments
Leave a Comment