Akt o usługach cyfrowych miał być przełomem. Unijny legislator obiecywał, że giganci technologiczni, tacy jak Meta, TikTok czy Google, wreszcie wezmą realną odpowiedzialność za nielegalne treści, w tym za oszukańcze reklamy finansowe i materiały podszywające się pod osoby publiczne. Mechanizmy szybkiego reagowania, status zaufanych podmiotów zgłaszających oraz obowiązek oceny ryzyka miały zmienić reguły gry na korzyść użytkowników. Dwa lata po pełnym wdrożeniu przepisów wnioski są jednoznaczne. Regulacja nie ograniczyła w sposób systemowy ani skali scamów, ani zjawiska podszywania się pod osoby znane. Problem pozostał masowy, a platformy nadal zarabiają na ryzykownej reklamie.
Nowe prawo nałożyło na największe firmy technologiczne szereg obowiązków. Kluczowe stały się łatwe mechanizmy zgłaszania nielegalnych treści, priorytetowe traktowanie zgłoszeń od wytypowanych ekspertów, transparentność reklam oraz ograniczanie ryzyk systemowych. W teorii system nie wygląda źle, ale w praktyce algorytmy i procedury okazały się dziurawe. Najmocniejszym dowodem na to jest badanie
Europejskiej Organizacji Konsumentów i 13 innych stowarzyszeń z 13 europejskich państw. Opublikowane w maju 2026 r. wyniki pokazują, że systemy reagowania gigantów technologicznych zawodzą na pierwszej linii. Eksperci sprawdzili w okresie od grudnia 2025 r. do marca 2026 r. reakcje administracji na niemal 900 zgłoszeń dotyczących oszustw finansowych.
Koncerny usunęły zaledwie 27 proc. z nich. Meta odrzuciła prawie 43 proc. skarg na ewidentnie fałszywe reklamy, TikTok usunął 21 proc. wskazanych treści, a Google zablokował około 60 proc. zgłoszonych oszustw. Koncerny zignorowały lub odrzuciły ponad połowę raportów. Jak informuje agencja Reuters, opierając się na tych statystykach, koalicja konsumencka oficjalnie zażądała od Komisji Europejskiej nałożenia bezpośrednich kar na największe platformy społecznościowe. Przedstawiciele cyfrowych gigantów, w tym firmy Meta, chwalą się wprawdzie usunięciem ponad 159 mln reklam w jednym roku, ale rozbieżność między deklaracjami a rzeczywistością jest ogromna. Usunięte scamy regenerują się błyskawicznie i wracają w nowej odsłonie kolejnego dnia.
Szczególnie jaskrawym przykładem nieskuteczności unijnego prawa jest fenomen wykorzystywania wizerunków znanych osób. Oszuści masowo używają twarzy gwiazd sportu, rozrywki, a także przedsiębiorców i polityków, aby promować fałszywe inwestycje, pożyczki i rzekomo cudowne produkty. Sprawa prezesa InPostu Rafała Brzoski i jego żony Omeny Mensah stała się w Polsce symbolem tej walki. Na Facebooku i Instagramie pojawiały się setki zmanipulowanych reklam, w których rzekomy twórca InPostu zachęcał do inwestowania w kryptowaluty. Mimo interwencji urzędów i wygranych w polskich sądach, w tym orzeczenia warszawskiego sądu apelacyjnego uznającego Metę za aktywnego uczestnika procesu reklamowego, nowe reklamy nadal trafiały do użytkowników. Administracja portalu próbowała przerzucać odpowiedzialność na anonimowych reklamodawców, nie rezygnując z zysków z emisji tych materiałów. Korporacja wprowadziła wprawdzie narzędzia oparte na rozpoznawaniu twarzy, które mają chronić około 500 tys. postaci publicznych, ale jest to rozwiązanie reaktywne. Podobne historie zmagających się ze scamem celebrytów dotyczą Taylor Swift, Cristiano Ronaldo czy Martina Lewisa. Problem oszustw na znane nazwisko nie został zlikwidowany, a jedynie nieznacznie utrudniony w najbardziej oczywistych przypadkach.
Szara strefa i pilna potrzeba nowej ustawy
Warto zauważyć, że problem fałszywych reklam wykracza daleko poza to, co reguluje akt o usługach cyfrowych. Unijne prawo nie obejmuje wszystkich platform reklamowych, w efekcie czego scam szerzy się tam niemal bez przeszkód. Przepisy koncentrują się na głównych tablicach Facebooka czy Instagrama, ale pozostawiają w cieniu chociażby komunikator Messenger. To właśnie tam regularnie dochodzi do oszustw z użyciem fałszywych kont i wyłudzeń na BLIK. Unijny radar omija również narzędzia dla profesjonalistów. Użytkownicy biznesowi każdego dnia odpierają ataki za pośrednictwem platformy Business for Facebook, która również w dużej mierze nie podlega rygorom DSA.
W zewnętrznych sieciach reklamowych panuje wolna amerykanka. Wystarczy spojrzeć na interfejsy największych graczy. W systemie Google Ads po kliknięciu trzech kropek użytkownik nie znajduje nawet opcji zgłoszenia lewej reklamy. Z kolei w sieci Criteo nie ma absolutnie niczego. Koncerny zapewniają użytkownikom zero mechanizmów raportowania nadużyć.
W obliczu tych systemowych luk potrzebujemy pilnej interwencji legislacyjnej na poziomie krajowym. Za czasów poprzedniego rządu, gdy resortem cyfryzacji kierował minister Janusz Cieszyński, parlament skutecznie uregulował kwestię nadużyć i oszustw w wiadomościach SMS. Dziś potrzebujemy nowej ustawy o podobnym ciężarze gatunkowym. Należy pilnie uregulować defraudację, zjawisko phishingu i lewe reklamy, które zalewają nie tylko platformy Meta, ale też Messengera i sieci zewnętrzne. Bez zdecydowanego prawa krajowego użytkownicy pozostaną bezbronni.
Przyczyny obecnego stanu rzeczy mają jak wspomniałem charakter systemowy. Głównym problemem pozostaje model biznesowy platform, w którym sprzedaż reklam stanowi podstawowe źródło przychodów. Według ustaleń mediów z końca 2025 r. nawet 10 proc. przychodów reklamowych firmy Meta może pochodzić z kampanii powiązanych z oszustwami, co daje kwoty rzędu 16 mld USD rocznie. Wewnętrzne dokumenty korporacji ujawniają, że kierownictwo świadomie tolerowało wysoki poziom ryzykownych materiałów. Ponadto regulacja wymaga od korporacji ograniczania ryzyk systemowych, ale administratorzy wciąż działają głównie w trybie reakcyjnym. Proaktywne systemy sztucznej inteligencji nie nadążają za ewoluującymi technikami cyberprzestępców, którzy tworzą sieci transgraniczne i w kilka godzin odbudowują usuniętą infrastrukturę reklamową. Swoje robi również powolne egzekwowanie prawa. Komisja Europejska prowadzi postępowania, jednak procesy biurokratyczne trwają miesiącami. W Polsce pełne wdrożenie przepisów zaliczyło opóźnienie, co odsunęło w czasie lokalną presję na gigantów technologicznych.
Plany na dalszą walkę z cyfrowymi oszustwami
Zarówno państwa członkowskie, jak i organy unijne dostrzegają, że system wymaga pilnego uszczelnienia. Walka przenosi się na poziom silniejszej koordynacji i nowych strategii.
Po pierwsze, w ramach Rady ds. Usług Cyfrowych (European Board for Digital Services) uruchomiono dedykowany priorytet (workstream) do spraw oszustw online. Rada uznała scamy finansowe za ryzyko systemowe o charakterze przekrojowym. Głównym celem tego gremium nie jest tworzenie nowego prawa, ale harmonizacja działań urzędów krajowych, tak aby nacisk na platformy był jednolity w całej Unii. Skoordynowana inicjatywa działa oficjalnie od listopada 2025 r. Zlecono już zbadanie technik oszustów, a na horyzoncie rysują się wspólne kampanie informacyjne i rozszerzenie bazy wyspecjalizowanych podmiotów weryfikujących treści.
Po drugie, jesienią 2026 r. Komisja Europejska ma przedstawić szerszy plan działania przeciwko cyfrowym oszustwom (Action Plan against digital fraud). Ten dokument strategiczny ma uderzyć w przestępców z trzech stron: poprzez prewencję, skuteczniejsze ściganie oraz pomoc ofiarom w odzyskiwaniu pieniędzy (zasada “follow-the-money”). Plan będzie wykraczał poza ramy aktu o usługach cyfrowych, uzupełniając przepisy dotyczące usług płatniczych (Payment Services Regulation) oraz strategię bezpieczeństwa wewnętrznego Unii Europejskiej (ProtectEU). Oba te działania dowodzą, że w Brukseli zrozumiano, iż dotychczasowe ramy DSA są niewystarczające. Dopóki jednak plany te nie przełożą się na błyskawiczne i dotkliwe kary dla korporacji oraz skuteczne zamykanie luk w prawie, konsumenci nadal muszą polegać przede wszystkim na własnym rozsądku.
Comments
Leave a Comment