Ile centralna administracja Niemiec wydaje na pozaeuropejskie IT? Potrzebujemy inwentaryzacji wydatków w SIST w Polsce. To pierwszy krok do suwerenności technologicznej.
Najnowsze dane z Niemiec pokazują skalą uzależnienia od pozaeuropejskich gigantów technologicznych. Okazuje się, że rząd federalny Niemiec na same kontrakty z firmami z US wyda co najmniej 8,35 mld euro w ciągu najbliższych kilku lat. Tymczasem w Polsce wciąż poruszamy się po omacku. Jak pisałem na blogu TMT Expert nikt w naszym kraju – z Premierem włącznie – nie jest w stanie precyzyjnie odpowiedzieć na proste pytanie czyli ile faktycznie wydajemy na IT?
Z dokumentów, do których dotarł Süddeutsche Zeitung Dossier, wyłania się obraz dominacji pozaeuropejskiego oprogramowania w strukturach państwowych naszego zachodniego sąsiada. Niemiecki rząd federalny realizuje obecnie ponad 230 umów z koncernami z US o łącznej wartości przekraczającej 8 miliardów euro. Wynika to z odpowiedzi rządu federalnego na interpelację frakcji Lewicy, do którego dotarł SZ Dossier.
Liderem zestawienia jest Oracle z kontraktami opiewającymi na 4,69 mld euro. Na liście znajdują się także Netapp (1,13 mld euro), Cisco (blisko 800 mln euro) czy Adobe (550 mln euro). Sam Microsoft miał umowy od niemieckiej administracji na jedyne 53 mln euro, chociaż z kolei w szerszym innym zapytaniu partii Die linke – wydatki na Microsoft w 2025 r. sięgnęły ponad 481 mln euro.
W ubiegłym roku budżetowym administracja federalna we wszystkich resortach wydała łącznie około 629 mln euro na same licencje na oprogramowanie. W 2025 r. z udokumentowanych umów z US wypłynęło około 166,8 mln euro (zlecenia z umów ramowych). Rzeczywisty udział US powinien jednak być znacznie wyższy. Służby wywiadowcze BND, BfV i MAD oraz Urząd Kanclerza Federalnego w całości lub w znacznej mierze odmówiły udzielenia odpowiedzi na pytania.
Zależności widoczne są również w przypadku stanowisk pracy w administracji federalnej. Według danych zawartych w odpowiedzi, 473 244 stanowiskom z systemem Windows można zestawić z 12 915 stanowisk wyposażonych wyłącznie w alternatywne oprogramowanie, takie jak Linux lub Libre Office. Uzyskano też odpowiedź o liczbę stanowisk z dodatkowym, alternatywnym oprogramowaniem – to 34 263.
Niektóre ministerstwa, na przykład Ministerstwo Obrony, nie dysponują obecnie żadnym stanowiskiem pracy całkowicie niezależnym od dostawców z US. Ministerstwo ministra obrony Borisa Pistoriusa (SPD) zgłasza wprawdzie 30 stanowisk pracy z alternatywnym oprogramowaniem. Są to jednak wyłącznie komputery z systemem Apple Mac OS, a więc również produkt amerykańskiego koncernu. „Żadne ministerstwo nie ma nawet w najmniejszym stopniu wystarczającej liczby stanowisk pracy z oprogramowaniem alternatywnym, aby móc funkcjonować bez Microsoftu” – powiedziała Sonja Lemke z Die Linke. Wezwała do szybkiego wdrożenia alternatywnych rozwiązań. Jednym z nich jest na przykład pakiet oprogramowania Open Desk, oferowany przez Centrum Suwerenności Cyfrowej (Zendis). Ta państwowa spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, podobnie jak inne jednostki zajmujące się oprogramowaniem open source, od momentu powstania pod koniec 2022 roku nie dysponuje dużym budżetem. Łącznie rząd federalny przeznaczył na ten cel prawdopodobnie znacznie mniej niż sto milionów euro.
Co najistotniejsze, i co musimy zrozumieć w kontekście Polski, te miliardy to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Dane te dotyczą wyłącznie administracji federalnej czyli centralnej, a Niemcy są silnie zdecentralizowane. Jeśli doliczymy do tego wydatki poszczególnych landów, spółek z udziałem skarbu państwa oraz sektora prywatnego, kwoty te będą na bank astronomiczne. Niemcy przynajmniej zaczęli te pieniądze liczyć. My wciąż jesteśmy w fazie poruszania się po omacku.
W Polsce sytuacja jest jeszcze bardziej niepokojąca, ponieważ brakuje nam elementarnej wiedzy o skali zjawiska. Jak wielokrotnie podnosiłem, w polskiej administracji panuje informacyjny chaos i pełna decentralizacja. Każdy resort ma swoje IT (typu MZ ma Centrym eZdrowia, MF ma Aplikacje Krytyczne czy CIRF, MC ma COI itd). Nieprzeprowadzono dotąd żadnej rzetelnej, centralnej inwentaryzacji wydatków na licencje i usługi IT.
Efekt? Premier i ministrowie operują na cząstkowych danych, a nasze cyfrowe państwo budowane jest na zdecentralizowanych zakupach z nieznanych kwot. Bez precyzyjnego zestawienia wydatków nie jesteśmy w stanie negocjować lepszych stawek z globalnymi dostawcami, realnie planować suwerenności cyfrowej czy wyeliminować dublujących się licencji i marnotrawstwa publicznych pieniędzy.
Niemiecki przykład pokazuje, że uzależnienie to nie tylko kwestia pieniędzy, ale i bezpieczeństwa operacyjnego. W niektórych niemieckich ministerstwach, np. w resorcie obrony, nie istnieje ani jedno stanowisko pracy, które byłoby całkowicie niezależne od dostawców z USA. Statystyki są niestety bezlitosne bo na ponad 473 tysiące komputerów z Windowsem działa zaledwie 12,9 tysiąca maszyn działających wyłącznie na oprogramowaniu alternatywnym (Linux, LibreOffice).
Polska stoi przed historycznym wyzwaniem. Nie możemy dłużej udawać, że IT to koszt techniczny, którego nie trzeba precyzyjnie monitorować. Potrzebujemy natychmiastowej, transparentnej inwentaryzacji wydatków na IT we wszystkich resortach i agendach państwowych. Dziś z ustawy budżetowej i innych dokumentów tego się nie dowiecie. Jako państwo niegospodarnie przepalamy ogromne kwoty. Ogromne.
Musimy wiedzieć, ile miliardów złotych rocznie wypływa z budżetu państwa poza Polskę. Tylko wtedy będziemy mogli świadomie zdecydować, czy chcemy dalej finansować inne gospodarki, czy może czas zacząć realnie inwestować we własne, suwerenne rozwiązania. Zanim obudzimy się w rzeczywistości, w której – podobnie jak w Niemczech – nasze ministerstwa nie będą w stanie pracować bez zgody i licencji jednego, zagranicznego dostawcy.
Comments
Leave a Comment