Koniec z europejską naiwnością. Bruksela stawia na „Made in EU” i proponuje Industrial Accelerator Act
Komisja Europejska ogłosiła to wczoraj (4 marca 2026 r.), Industrial Accelerator Act (IAA), czyli Akt o Akceleracji Przemysłu. W w dużym skrócie to unijna strategia reindustrializacji. Komisja Europejska mówi w nim – koniec z naiwnością, czas zacząć promować Made in EU. To też bezpośrednia odpowiedź na to, że Europa traci grunt pod nogami w wyścigu przemysłowym z Chinami (które zalewają nas tanimi, dotowanymi technologiami, np. panelami słonecznymi) i USA (które pompują miliardy w swój lokalny przemysł). Premia za „Made in EU” w przetargach i dotacjach Do tej pory w unijnych zamówieniach publicznych liczyła się głównie cena, co faworyzowało tańszych producentów z Azji. Teraz to się zmieni. Instytucje publiczne i państwowe programy wsparcia (np. systemy dopłat do aut elektrycznych czy instalacji OZE) będą musiały dawać preferencje produktom wyprodukowanym w Europie oraz tym o niskim śladzie węglowym. IAI ma dotyczyć branż, które UE uważa za krytyczne dla swojego działania. Należą do nich producenci stali, cementu, aluminium, samochodów oraz technologii net-zero (baterie, fotowoltaika, pompy ciepła, wiatraki, atom). Co ciekawe, po wielu działaniach lobbingowych na listę trafił też przemysł chemiczny, co jest świetną wiadomością z punktu widzenia Polski. Europa wciąż chce przyciągać zagraniczny kapitał poprzez Bezpośrednie Inwestycje Zagraniczne, ale stawia zaporę krajom, które zmonopolizowały globalny rynek (czyli przede wszystkim Chinom, które kontrolują lwią część rynku baterii i fotowoltaiki).
Jeśli zagraniczna firma z takiego dominującego państwa chce zainwestować w UE ponad 100 milionów euro, musi spełnić ostre warunki:
- – zatrudnić minimum 50% europejskich pracowników.
- – podzielić się technologią i wiedzą (tzw. transfer technologii).
- – korzystać z lokalnych łańcuchów dostaw.
W skrócie: jeśli chcecie u nas zarabiać, obywatele i gospodarka UE muszą mieć z tego wymierne korzyści. Budowa nowej fabryki w Europie to często lata męki urzędniczej. IAA zmusza państwa członkowskie do uruchomienia cyfrowego jednego okienka (one-stop-shop) z rygorystycznymi limitami czasowymi. Co więcej, w przypadku kluczowych projektów ma zacząć obowiązywać zasada milczącej zgody na pośrednich etapach urzędowych. Dokument wprowadza tzw. Obszary Akceleracji Przemysłowej. Celem jest budowanie klastrów, w których fabryki lokalizowane są blisko siebie po to, aby współdziałać w ramach symbiozy przemysłowej. Działa to tak, że produkt uboczny lub odpad jednej fabryki (np. ciepło czy gazy poprodukcyjne) staje się surowcem lub darmową energią dla sąsiedniego zakładu. To wszystko to realizacja głośnego zeszłorocznego raportu Mario Draghiego o tym, jak ratować europejską konkurencyjność. W 2024 r. przemysł wytwórczy stanowił 14,3% PKB Unii Europejskiej. Akt stawia jasny cel: podciągnąć ten udział do 20% do 2035 roku. Dokument jest na razie projektem Komisji Europejskiej. Teraz będzie negocjowany przez Parlament Europejski i rządy państw członkowskich. Projekt już budzi trochę emocji. Przykładowo, niemiecka branża motoryzacyjna mocno się obawia, że te zasady podbiją koszty produkcji i odetną ich od tanich, azjatyckich komponentów.
Comments
Leave a Comment