Press enter to see results or esc to cancel.

Polacy chcą bezpieczeństwa i dobrobytu. Tylko skąd ma to się wziąć bez nauki, badań i nowych technologii?

Najnowsze badania opinii publicznej pokazują dość kiepski obraz polskiego społeczeństwa. Chcemy bezpieczeństwa, silnej gospodarki, sprawnej ochrony zdrowia i niższych kosztów życia, ale niewielką wagę przywiązujemy do narzędzi, bez których osiągnięcie tych celów będzie coraz trudniejsze: edukacji, badań, cyfryzacji i sztucznej inteligencji. Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że za niską pozycją tych tematów  rankingach kryje się nie tylko hierarchia bieżących potrzeb, lecz także słaba wiedza naukowa oraz głęboka nieufność wobec naukowców. Bardzo ciężko w Polsce rozwijać zatem deep tech i komercjalizować odkrycia naukowe, a politycy nie interesują się tymi sprawami. Bo dlaczego, skoro nie interesuje to Polaków?

Dobrze widać to w badaniu Eurobarometru przeprowadzonym dla Parlamentu Europejskiego w kwietniu i maju 2026 roku. Polacy pytani o priorytety Parlamentu Europejskiego najczęściej wskazywali obronność Unii Europejskiej. Wybrało ją 44 proc. respondentów. Następne były koszty życia z wynikiem 41 proc., zdrowie publiczne z 32 proc., gospodarka i miejsca pracy z 31 proc. oraz bezpieczeństwo żywnościowe z 25 proc. Są to odpowiedzi zrozumiałe. Polska znajduje się blisko wojny, społeczeństwo odczuło skutki inflacji, a problemy ochrony zdrowia należą do najbardziej widocznych słabości państwa.

Widać jednak problem jeśli spojrzymy na koniec tej listy. Cyfryzację i sztuczną inteligencję jako jeden z priorytetów Parlamentu Europejskiego wskazało tylko 8 proc. Polaków. To mniej niż średnia unijna wynosząca 9 proc. i dwa i pół raza mniej niż w Danii, gdzie cyfryzację i AI wybrało 20 proc. badanych. Dania należy jednocześnie do europejskich liderów cyfrowej administracji, kompetencji cyfrowych oraz wykorzystania technologii przez obywateli i gospodarkę. Trudno uznać ten związek za przypadkowy. Społeczeństwa, które dostrzegają strategiczne znaczenie technologii, wywierają większą presję na polityków, administrację i system edukacji, aby rzeczywiście traktowały cyfryzację jako motor rozwoju, a nie jako branżowy dodatek.

Jeszcze większą przepaść widać w podejściu do klimatu. W Polsce działania związane ze zmianami klimatu uznało za priorytet 12 proc. badanych. W Szwecji było to 49 proc., w Danii 45 proc. Różnica nie polega wyłącznie na odmiennej strukturze gospodarki albo położeniu geograficznym. Pokazuje również różne sposoby myślenia o przyszłości. Polska debata publiczna jest zdominowana przez problemy bezpośrednie, widoczne tu i teraz. Znacznie słabiej przebijają się tematy wymagające inwestowania dziś, aby ograniczyć ryzyka za dziesięć lub dwadzieścia lat.

Najbardziej alarmujący wynik przynosi jednak drugie pytanie Eurobarometru: na czym Unia Europejska powinna się skoncentrować, aby wzmocnić swoją pozycję na świecie? Edukację i badania wskazało zaledwie 9 proc. Polaków. To najniższy wynik w całej Unii Europejskiej, przy średniej wynoszącej 21 proc. Dla porównania na Cyprze było to 41 proc., w Hiszpanii 34 proc., we Francji 27 proc., a w Szwecji 26 proc. Polacy liczą na silniejszą pozycję Europy dzięki obronności, bezpieczeństwu, energii i konkurencyjnej gospodarce, ale niemal nie dostrzegają, że wszystkie te dziedziny zależą od jakości edukacji, badań naukowych i zdolności do tworzenia technologii.

Nowoczesnego przemysłu obronnego nie da się zbudować bez inżynierów, elektroniki, sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa i własnych prac badawczo-rozwojowych. Bezpieczeństwo energetyczne wymaga kompetencji w energetyce jądrowej, sieciach przesyłowych, magazynowaniu energii oraz technologiach cyfrowych. Konkurencyjna gospodarka nie powstanie wyłącznie dzięki niższym kosztom pracy i kolejnym montowniom. Potrzebuje wiedzy, innowacji, kapitału oraz firm zdolnych do tworzenia własnych produktów. Nawet bezpieczeństwo żywnościowe coraz bardziej zależy od automatyzacji, analizy danych, biotechnologii i rolnictwa precyzyjnego. Oczekujemy więc końcowych dobrych rezultatów, ale nie doceniamy warunków koniecznych do ich osiągnięcia.

Ten rozdźwięk pojawia się także w corocznych badaniach Tech4Society Fundacji Digital Poland. Wynika z nich, że Polacy chętnie korzystają z technologii, kiedy otrzymują gotową, wygodną usługę. W badaniu z 2025 roku 83 proc. respondentów przyznało, że nowe technologie ułatwiają życie, a 79 proc. dostrzegało ich znaczenie dla lepszej pracy. Jednocześnie 57 proc. obawiało się, że rozwój sztucznej inteligencji i robotyki może zagrozić miejscom pracy. Polska nie jest więc społeczeństwem odrzucającym technologię. Jest raczej społeczeństwem konsumentów technologii, które znacznie rzadziej postrzega ją jako strategiczny obszar rozwoju państwa, edukacji i gospodarki.

Skala problemu staje się jeszcze wyraźniejsza po zestawieniu tych wyników ze specjalnym Eurobarometrem dotyczącym wiedzy i postaw Europejczyków wobec nauki i technologii. Badanie przeprowadzono od września do października 2024 roku, a jego wyniki opublikowano w lutym 2025 roku. Objęło ono 27 państw Unii Europejskiej oraz państwa spoza UE i dotyczyło między innymi wiedzy naukowej, stosunku do naukowców, wpływu technologii na społeczeństwo i wykorzystania AI w badaniach.

W Polsce 31 proc. badanych uznało za prawdziwe twierdzenie, że ludzie żyli w tym samym czasie co dinozaury. Kolejne 38 proc. odrzuciło stwierdzenie, że człowiek rozwinął się w procesie ewolucji z wcześniejszych gatunków zwierząt. Nie należy tego upraszczać do potocznej formuły, że „człowiek pochodzi od małpy”. Biologia ewolucyjna mówi o wspólnych przodkach oraz długim procesie ewolucji. Nie zmienia to jednak faktu, że tak duża skala odrzucania podstawowych ustaleń nauki wskazuje na poważne braki w edukacji. Aż 51 proc. ankietowanych uważało ponadto, że antybiotyki zabijają wirusy, chociaż antybiotyki służą do zwalczania infekcji bakteryjnych.

Równie wymowny jest stosunek do znaczenia nauki w codziennym życiu. Według danych przytaczanych w opracowaniu polskich wyników 54 proc. respondentów stwierdziło, że wiedza naukowa nie jest potrzebna w ich codziennym życiu, a 58 proc. uznało naukę za tak skomplikowaną, że trudno ją zrozumieć. To nie jest abstrakcyjny problem szkolnych ocen. Każdego dnia podejmujemy decyzje wymagające choćby podstawowej umiejętności oceny dowodów: wybieramy leczenie, interpretujemy informacje o zdrowiu, korzystamy z produktów finansowych, oceniamy wiarygodność treści w internecie i decydujemy, komu zaufać.

Braki wiedzy tworzą podatny grunt dla pseudonauki, dezinformacji medycznej i teorii spiskowych. W przywołanym badaniu 45 proc. respondentów z Polski uważało, że skuteczne lekarstwo na raka istnieje, ale jest ukrywane przez firmy farmaceutyczne, a połowa sądziła, że wirusy są produkowane w laboratoriach rządowych w celu kontrolowania społeczeństwa. W takim otoczeniu horoskopy, talizmany i cudowne terapie przestają być wyłącznie niewinną rozrywką. Mogą wpływać na realne decyzje zdrowotne i skłaniać chorych do zastępowania leczenia metodami pozbawionymi naukowych podstaw.

W tym kontekście należy również patrzeć na spór wokół przepisów nazywanych „Lex Szarlatan”. Prezydent nie podpisał nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, lecz 20 sierpnia 2026 roku skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, wskazując na wątpliwości konstytucyjne i zbyt szeroki zakres regulacji. Nie ma podstaw, aby przypisywać tę decyzję wprost wynikom Eurobarometru czy liczbie osób wierzących w pseudomedycynę. Można jednak powiedzieć, że polityczny spór o ochronę pacjentów odbywa się w społeczeństwie wyjątkowo podatnym na fałszywe twierdzenia dotyczące medycyny.

Niepokój budzi również stosunek Polaków do samych naukowców. Polska znajduje się w europejskiej czołówce państw, w których badani uznają naukowców za aroganckich, ograniczonych w swoim spojrzeniu, oderwanych od moralnych konsekwencji pracy albo niezdolnych do rozwiązania problemów, ponieważ problemy te stały się zbyt skomplikowane. Ponad połowa badanych zgodziła się też ze stwierdzeniem, że naukowcy nie powinni zabierać głosu w debacie politycznej nawet wtedy, gdy decyzje publiczne ignorują dowody naukowe. Te odpowiedzi można czytać jako krytykę sposobu komunikowania się środowiska naukowego. Trudno jednak nie zauważyć głębszego problemu: chcemy, aby eksperci opracowywali leki, reaktory, systemy obronne i algorytmy, ale niekoniecznie chcemy ich słuchać, gdy wyniki badań komplikują nasze przekonania lub wymuszają kosztowne decyzje. Pełne tabele krajowe i dokumentacja metodologiczna badania SP557 zostały udostępnione przez Komisję Europejską.

Z obu zestawów danych wyłania się ten sam obraz sytuacji. Polskie społeczeństwo koncentruje się na skutkach, a nie na źródłach rozwoju. Chce dobrobytu, ale edukację i badania umieszcza na końcu listy. Chce konkurencyjnej gospodarki, ale nie uważa cyfryzacji i AI za istotny priorytet. Chce skutecznej ochrony zdrowia, ale duża część społeczeństwa nie rozumie podstaw biologii i medycyny. Chce bezpieczeństwa, lecz nie zawsze dostrzega znaczenie naukowców, technologów i inżynierów, którzy mają to bezpieczeństwo zapewnić.

Nie można się później dziwić, że edukacja, badania i cyfryzacja zajmują niewiele miejsca w programach politycznych. Politycy reagują na hierarchię oczekiwań wyborców. Jeżeli tylko 9 proc. Polaków uważa edukację i badania za drogę do wzmocnienia pozycji Europy, trudno oczekiwać, aby inwestowanie w naukę było politycznie bardziej opłacalne niż kolejne transfery, dopłaty albo doraźne interwencje. Jest to błędne koło: słaba edukacja naukowa obniża społeczne znaczenie badań, niskie znaczenie badań ogranicza presję na polityków, a brak inwestycji utrwala słabą edukację i zależność od technologii tworzonych gdzie indziej.

Największym zagrożeniem nie jest zatem to, że Polacy nie lubią AI albo cyfryzacji. Badania Tech4Society wskazują, że na poziomie codziennego użytkowania jesteśmy wobec nowych technologii dość otwarci. Problem polega na tym, że nie łączymy technologii, edukacji i nauki z bezpieczeństwem, dobrobytem oraz pozycją państwa. Dopóki tego związku nie zobaczymy, Polska może pozostać sprawnym użytkownikiem cudzych rozwiązań, ale nie stanie się krajem, który sam je tworzy, rozwija i sprzedaje. A w świecie opartym na sztucznej inteligencji, danych, energii i wiedzy będzie to oznaczało nie tylko zapóźnienie technologiczne, lecz także słabszą gospodarkę, mniejsze bezpieczeństwo i ograniczoną suwerenność.

Piotr Mieczkowski

Helping innovation & digital to grow. TMT expert & advisor.

https://tmt.expert