Usługi bezpośredniej komunikacji satelitarnej do urządzeń mobilnych (D2D) wchodzą w fazę wdrożeń i komercjalizacji
Jak wynika z danych Counterpoint Research, smartfony wspierające sieci nienaziemne (NTN) będą do 2030 roku stanowić aż 46% wszystkich dostarczanych na rynek smartfonów.
Na rynku sprzętu widoczne jest wyraźne inne podejście w strategiach wdrażania technologii D2D, a producenci obierają dwie odmienne ścieżki. Z jednej strony mamy do czynienia z podejściem autorskim, w którym giganci tacy jak Apple, Google oraz Huawei stawiają na rozwój własnych, zamkniętych wdrożeń technologii NTN. W tym segmencie to właśnie Apple pozostaje obecnie niekwestionowanym liderem, jeśli wziąć pod uwagę ogólną liczbę dostarczanych na rynek urządzeń wyposażonych w funkcje satelitarne.
Z drugiej strony część branży decyduje się na podejście ustandaryzowane. Marki takie jak Samsung, Xiaomi, Oppo, Honor oraz Vivo obrały kurs na ogólnie przyjęty standard 3GPP NTN, którego głównym celem jest zagwarantowanie szerokiej interoperacyjności między różnymi urządzeniami i sieciami. W tym bardziej otwartym ekosystemie, zdominowanym przez oprogramowanie Android, prym wiedzie zdecydowanie Samsung, wyznaczając kierunek dla pozostałych producentów z tej grupy.
W obszarze samych układów scalonych (chipsetów), na czoło wysuwa się Qualcomm ze swoimi modemami Snapdragon X80 i X85. Konkurencja jednak nie śpi bo MediaTek, Samsung, Google i HiSilicon coraz mocniej walczą o swoje udziały w tym obiecującym sektorze.
Warto zauważyć, że rozwój d2d w oparciu o ustandaryzowany stos 3GPP boryka się wciąż z problemami wczesnej fazy rozwoju (np certyfikacją i gotowością podzespołów). Obecny standard (Release 17) pozwala jedynie na wysyłanie wiadomości SOS i prostych tekstów. Skok jakościowy i masowe wdrożenia tej technologii są spodziewane dopiero po wprowadzeniu standardu Release 19.
Telekomy zaczęły dostrzegać potencjał łączności satelitarnej. Według danych Omdia z marca 2026 roku, ponad 22% europejskich operatorów komórkowych jest już zaangażowanych w technologię D2D – niezależnie, czy na etapie testów, ogłoszonych partnerstw, czy gotowych wdrożeń.
W Europie operatorzy koncentrują się na rozwiązaniach, które pozwalają łączyć się z satelitami przy użyciu standardowych, niemodyfikowanych smartfonów. Zamiast zarabiać na D2D bezpośrednio, operatorzy traktują tą technologię jako uzupełnienie zasięgu swoich sieci. Funkcje satelitarne są zazwyczaj dodane w droższych abonamentach lub oferowane jako opcjonalne, płatne dodatki.
W obszarze partnerstw strategicznych widoczny jest ciekawy trend. Choć Starlink oferuje najszybszą i najprostszą drogę do wdrożenia łączności D2D, operatorzy obawiają się utraty niezależności technologicznej i suwerenności. Z tego powodu chętnie spoglądają na strategie multi-vendor (wielu dostawców) i nawiązują współpracę z alternatywnymi graczami na rynku, takimi jak Satellite Connect Europe.
Największym wyzwaniem dla D2D pozostaje generowanie zysków. Choć możliwość zadzwonienia po pomoc z całkowitego pustkowia lub z terenów objętych klęską żywiołową jest nieoceniona, nie jest jasne, czy masowy konsument będzie chciał regularnie dopłacać za tę funkcję w ramach miesięcznego rachunku.
Najlepiej podsumowuje to sytuacja zza oceanu. Srini Gopalan, CEO T-Mobile US, przyznał na koniec kwietnia, że popularność i wykorzystanie usług satelitarnych wdrożonych przy współpracy ze Starlink w zeszłym roku okazało się niższe, niż pierwotnie zakładano.
– To wciąż doskonały produkt uzupełniający. Patrząc w przyszłość, widzimy pojawiających się wielu nowych dostawców usług kosmicznych.
Obecny czas to dla operatorów poligon doświadczalny. Jak słusznie zauważa Peter Richardson, wiceprezes ds. badań z Counterpoint – ci gracze, którzy wykorzystają ten czas na testy i budowę partnerstw, zapewnią sobie doskonałą pozycję w czasach sieci 6G, gdzie granica pomiędzy łącznością naziemną a satelitarną ulegnie całkowitemu zatarciu.
Comments
Leave a Comment